Jak się żyje w Sochaczewie?

Można by się zastanowić, dlaczego ktoś zadaje tak głupie pytanie, bo przecież wiadomo że świetnie! Lepiej być nie może, a nie powiedziano jeszcze ostatniego słowa. Bardzo jest to wszystko budujące, a bracia Wachowscy się nie mylili. Tak, Matrix istnieje.

Mnie osobiście cieszy zwrot Sochaczewa w kierunku ekologii, np. taki Dzień bez Samochodu w sobotę, kiedy autobusy jeżdżą raz na tzw. ruski rok. Można sobie naprawdę pojeździć. Kolejna rzecz, która z kolei wzbudza moją ciekawość, należy do sfery powiedziałbym religijno-ekologicznej. Oczywiście mogę się mylić, bo chyba u mnie na osiedlu nie wybierają co kilka dni nowego Papieża. Dym jak w Watykanie jest, tylko że prawdopodobnie ten dym w Watykanie, nie przypomina dymu, który pojawią się w jednym z pobliskich kominów na osiedlu gdzie mieszkam. Czarny, charakterystycznie śmierdzący, odkładający się w płucach, którego zapach i smak przypominają śmietnik, gdzie wymieszane są wszystkie odpady, od plastiku po resztki jedzenia.

Już dawno temu pomyślałem, że może jednak należy coś z tym zrobić, zwłaszcza że prośby i próba zainteresowania telefonicznie odpowiednich organów nic nie dały. Prawie nic, bo nawet ktoś się pojawił u Pana Palacza, ale ogólnie rozeszło się po kościach, a Pan Palacz nawet się na chwilę uspokoił. Spokój nie trwał wcale tak długo i po jakimś czasie Pan Palacz wrócił do swoich praktyk. W związku z tym, wierząc w możliwości naszej władzy, napisałem w marcu br. pismo do Urzędu Miasta w Sochaczewie.

Jak się okazuje, w wielu miastach, w przypadku wystąpienia podobnej sytuacji przyjeżdża kontrola, która pobiera próbki z pieca i kończy się to grubym mandatem dla właściciela pieca. Minęło trochę czasu, a później jeszcze więcej i nie otrzymałem z Urzędu Miejskiego w Sochaczewie żadnej odpowiedzi, tak jakby terminy z KPA w tej instytucji nie obowiązywały. Postanowiłem zadzwonić do Wydziału Ochrony Środowiska, co okazało się strzałem w dziesiątkę i można by powiedzieć modelowym przykładem troski o obywatela. Obywatela, który lubi sobie popalić w piecu, a nie takiego co to pisze jakieś pisma i ma pretensje nie wiadomo o co.

Otóż Pani z Wydziału Ochrony Środowiska stwierdziła, że ja chyba nie zdaję sobie sprawy ile kosztuje badanie takich próbek, a poza tym, to Pan Palacz to sobie tylko wodę podgrzewa, a tak w ogóle, to oni nawet byli u Pana Palacza, który złożył oświadczenie, że on tylko węglem pali. Także wszystko jest w porządku i o co mi w ogóle chodzi. No w sumie to fakt, przecież mogę zamknąć okno i udawać, że nic się nie dzieje. Tylko trochę trudno, kiedy obecne lato jest gorące i trzydzieści stopni nie schodzi z termometru. Po tej kojącej rozmowie złożyłem w kancelarii kolejne pismo, które mam wrażenie, że chyba gdzieś tam zaginęło w czeluściach Urzędu Miejskiego w Sochaczewie. Totalny brak odpowiedzi, nikt nie pisze, nikt nie dzwoni, żadnych oznak życia i tylko komin dymi jak zawsze.

Jaki jest morał tej opowieści, to każdy może sobie wymyśleć swój własny. Ja wiem jedno, że panuje totalne przyzwolenie na tego typu działania i nikomu to nie przeszkadza. Pan Palacz jest w sumie demokratą, bo truje również swoją rodzinę, a mieszkają u niego też dzieci. Dodatkowo wystarczy się przejść po okolicy i zobaczyć ile jest śmieci w różnego rodzaju laskach, czy innych tego typu miejscach. Stare tradycje trzymają się mocno, a do tego doszło jeszcze palenie w piecach i zawsze to jakaś oszczędność na wywózce śmieci.

Pisze to za zamkniętego okna, po kolejnym gorącym dniu, bo Pan Palacz spisał się dziś wieczorem, w swojej działalności po raz kolejny na medal. Pozdrawiam wszystkich walczących o ochronę środowiska w Sochaczewie i życzę jak najmniej uciążliwych petentów. Zawsze można zorganizować dzieci ze szkoły, to pozbierają papierki nad Bzurą i statystyka działań się zgodzi.