już dawno nie byłem tak rozczarowany po wizycie w

/ 31 odpowiedzi
Dziś zdarzyło mi się zawitać do kina Mazowsze w Sochaczewie i powiedzieć, że jestem rozczarowany to mało... Film świetny "Kamienie na szaniec" ale... przez większą część filmu na sali kinowej rozbrzmiewała "muzyka" dochodząca z holu kina w którym ktoś zorganizował imprezę z pseudo koncertem. Nieudolnie śpiewane piosenki Édith Piaf, Seweryna Krajewskiego, Marka Grechuty nijak nie pasowały do filmu. Mniej więcej po 30 minutach, wraz jeszcze z kilkoma innymi widzami, udałem się do obsługi... obsługa bezradnie rozłożyła ręce i stwierdziła, że po pierwsze kino jest wyciszone, a po drugie oni nie mają nic do tej imprezy bo nie oni są jej organizatorami. Na moją prośbę zostałem połączony telefonicznie z właścicielem kina, który w kilku słowach "wyjaśnił mi", że niewiele go interesuje to, że obok sali kinowej odbywa się bardzo głośna impreza a ewentualnego zwrotu pieniędzy za bilet mam się domagać od organizatorki wernisażu "Malujące Ewy". Sama organizatorka tego wernisażu zjawiła się po kilku minutach z przeprosinami i stwierdzeniem, że to nie pierwsza taka impreza i jak dotąd nikomu nigdy to nie przeszkadzało.To była moja pierwsza i ostatnia wizyta w tym kinie. 

iks
A tam nie znasz się. Takie niespodzianki to główna atrakcja tego kina w żadnym innym tego nie doświadczysz.

(2014/03/08 23:58)
dobre  dwie imprezy za jedną cenę ,tak trzymać.

(2014/03/09 08:05)
Niestety Kino mamy jedno ale MDK-ów jest wiele w Sochaczewie, ciekawe dlaczego wiedząc  że Kino jest otwarte i grane są filmy, kierownictwo i dyrekcja decyduje się na realizację swoich planów kulturalnych w tak mało odpowiedzialny sposób. Wydaje mi się że to raczej wina leży po stronie organizatorów wernisażu i kierownictwa domu kultury, to oni są od dopinania imprez na ostatni guzik i dbania o kulturę w MDK, bo moim zdaniem nie ma tam kultury jest za to tylko trzymanie się kurczowo piastowanych stołeczków.Sala Kinowa w Chodakowie jest jedna dla kina, a dom kultury ma jeszcze inne pomieszczenia gdzie spokojnie można realizować tego typu imprezy bez dodatkowych incydentów.

(2014/03/09 10:19)
Szczerze to mnie jako widza nie bardzo interesuje czyja to wina. Ja przyszedłem w spokoju obejrzeć, jeden z niewielu w ostatnim czasie, dobry polski film a tu taka porażka. Strasznie nieodpowiedzialni i krótkowzroczni ludzie muszą zarządzać tym przybytkiem. Później się wszyscy dziwią, że coraz mniej ludzi chodzi do kina. Bo jak tu się skupić nad filmem gdy za drzwiami ktoś udaje, że umie śpiewać.

(2014/03/09 11:26)
Dobrze że w MOKu nie ma kiosku ze śmieciami , bo musiał byś jeszcze wąchać smród  popcornu i słuchać glamania. Dla tego ja nie chodzę do kina.

(2014/03/09 11:41)
jeśli chodzi o "kiosk ze śmieciami" to powinien być jak najbardziej, po to jest popcorn, żeby go chrupać w czasie seansu, jest to praktykowane we wszystkich kinach świata, oprócz naszego :), z tego kino by miało jakąś tam kasiorkę, ludzie nie musieliby kupować w pobliskich sklepach chipsów i coli, jak to jest praktykowane na każdym seansie dzisiaj, tylko kupiliby sobie ciepły popcorn w placówce kina, wilk syty i owca cała... jeśli chodzi o sytuację kolegi, założyciela tematu, to zgadzam się, jest to przegięcie, takie rzeczy nie powinny mieć miejsca i ktoś powinien się tym zainteresować, żeby w przyszłości takie sytuacje miejsca nie miały.

(2014/03/09 16:28)
Nie jest to pierwszy numer wykręcony przez młodą panią kierowniczkę. Pod koniec zeszłego roku podczas otwarcia jakiejś niby szumnej wystawy było też głośno, że widzowie zażądali przerwania filmu i zakończenia imprezy za drzwiami na holu. Wtedy usłyszeliśmy, że jej nie interesuje to co dzieje się na sali widowiskowej bo ma swoją imprezkę, na której są wybitne osoby (chyba burmistrz z przybocznymi!). Widzimy, że wszyscy na czele z panią kierownik mają nas w doopie. Teresko wrrróććć, a wtedy będzie porządek. Do sąsiada: Ty chyba jesteś ze środka puszczy bez dostępu do internetu, jak nie zauważyłeś, że w naszym kinie jest co 2 tygodnie premiera i tłumy. A popcornu nie ma bo by prześmiergły obrazki wybitnych twórców jak np. Przemko...

(2014/03/09 19:50)
Ja byłem raz w naszym kinie i wiecej ni uja nie ide :).

(2014/03/09 20:28)
Sala kinowa wyciszona??? Tak, tylko drzwi nikt nie wymienił od wieków więc o czym mowa.

A tak przy okazji, na dole domu kultury, z osobnym wejściem znajduje się od lat niewykorzystana sala, przez moje pokolenie nazywana "kawiarenką". Pani kierownik widać zupełnie nie ma pomysłu na jej wykorzystanie.

Może, tak jak za starych lepszych czasów można by tam wstawić stół do bilarda i tenisa stołowego. Może to miejsce wreszcie otworzyło by sie szerzej na chodakowską młodzież. A może urządzić tam galerię z prawdziwego zdarzenia. Wystawy na korytarzu to nie jest chyba szczyt marzeń dla naszych artystów.

(2014/03/10 08:28)
Do sąsiada: Ty chyba jesteś ze środka puszczy bez dostępu do internetu, jak nie zauważyłeś, że w naszym kinie jest co 2 tygodnie premiera i tłumy. 

Nie wiem co ma piernik do wiatraka... masz rację nie jestem z wielkiego miasta Sochaczewa ale z lasu też nie jestem i naprawdę dziękuję za oglądanie filmów w takich warunkach... teraz w każdym cyfrowym kinie są premiery niemal równocześnie w całej Polsce. Następnym razem będę się trzymał sprawdzonych kin w których równocześnie z wyświetlanym filmem nie będzie mnie nikt zmuszać do wysłuchiwania fałszowania jakichś pseudo śpiewaków.

(2014/03/10 09:19)
Do Jessy:
Jak wiadomo, wiejskie bydełko poznaje się nie po brudzie za paznokciami, tylko po tym, ze musi żreć w każdych okolicznościach - w kinie, w pociągu, najlepiej pod budką z piwem (w ramach zagrychy). I, oczywiście, popisywać się swoim brakiem kultury gdzie się da, na forum również.

(2014/03/10 10:40)

iks
O co Ci chodzi margot45? Rozumiem, że wg Twoich kryteriów Warszawa to jak to zostało przez Ciebie nazwane "wiejskie bydełko"? No bo w Warszawie kina bez popcornu i coli raczej nie znajdziesz.

(2014/03/10 20:02)
Pani Margot45, nie wiem co jest chamskiego w jedzeniu popcornu w kinie, nie wiem nawet co jest chamskiego w jedzeniu czegokolwiek w pociągu, czy "pod budką z piwem", tym bardziej, że takowe nie istnieją już od kilkunastu lat, w takiej Warszawie powiedzmy, czy Częstochowie, Woli Pasikońskiej,, Nowym Jorku, czy gdziekolwiek indziej nikomu nie przeszkadza, że w kinie jest sprzedawany popcorn i cola, nikt do nikogo o to pretensji nie ma i nikomu nie przeszkadza, że ktoś sobie w czasie sensu podjada ten nieszczęsny popcorn, jest on stworzony właśnie w tym celu, żeby nie przeszkadzać innemu widzowi w oglądaniu filmu, popcorn nie chrupie, nie jest sprzedawany w szeleszczących opakowaniach tylko w pudełku..... gdzie tu chamstwo / buractwo ?

(2014/03/11 01:51)
Zapomniałam też jeszcze dodać, ze brak kultury jest zjawiskiem nieuleczalnym, i tłumaczenie burakowi, co jest chamskiego w jedzeniu w kinie czy w pociągu jest równoznaczne z waleniem głową w twardy mur. Za bardzo szanuję swoją czaszkę, żeby tłumaczyć sprawy elementarne komuś, kto tego i tak nie zrozumie.Słoma z butów wyjdzie zawsze, w najmniej spodziewanych okolicznościach.

(2014/03/11 09:20)
Dawaj margot45.
Wytłumacz.
Dasz radę.
Z chęcią przeczytam Twoje argumenty.

A tak poza tym to czy w domu oglądając telewizje to też nic nie podjadasz?

(2014/03/11 09:57)
Nie mam telewizji od 2005 roku - ale między innymi po to niektóre osoby mają w domu telewizory, ze jak im się chce jednocześnie żreć i oglądać (stereotypowa forma rozrywki stereotypowego Polaka) to mają tę możliwość, i mogą sobie nawet nasmażyć kiełbasy z czosnkiem - smrodzić będą tylko i wyłącznie sobie, ewentualnie współlokatorom (partner, rodzina).
Być może jestem nietypowa, ale gdybym się wybrała do kina, to po to, żeby obejrzeć film - a nie nasłuchiwać chrupania i ciamkania osób, które również (???!) wybrały się na seans. O doznaniach olfaktorycznych nie wspomnę.
Podobnie jeśli jadę pociągiem, to naprawdę nie stanowi dla mnie przyjemności oglądanie, słuchanie i wąchanie jak osoba obok / naprzeciwko nie może się przez godzinę / 40-kilka minut powstrzymać od glamania i mlaskania. Niejednokrotnie krusząc i śmiecąc naokoło i pokazując wszem i wobec stan swojego uzębienia. Nie wiem Grzechu, może Ty lubisz takie dodatkowe urozmaicenie w trakcie podróży. Dla mnie to mniej więcej zachowanie na tym poziomie, co osób, które w trakcie podróży pociągiem piłują sobie paznokcie czy robią makijaż.

(2014/03/11 10:56)

margot skad ty mieszkasz? :)

buraki jedza w pociagu? przejedz sie pierwsza klasa IC .. mnie buraka stac jezdze i jem tak jak reszta ludzi wyksztalconych, z laptopami, garniakami itd  - jedza normalnie w przedzialach.. wars serwuje posilki do przedzialow i nic w tym dziwnego

moze zaraz mi powiesz ze jedzenie i picie na dyskotece to chamstwo i buractwo? masz lekko spaczone poczucie kultury... nie porownuj kina do teatru czy wystawy.

wg ciebie moze trzeba by bylo zrobic tak jak dla palaczy... "jedzenie tylko w wyznaczonych miejscach i calkowity zakaz w miejscach publicznych"

a jak pije na przystanku wode bo jest 30st i mi sie chce pic to tez burak jestem? mam isc gdzies w kąt, najlepiej w krzaczory gdzie mnie nikt nie widzi zeby sie napic?

zes wypalila z tym ze hej..

 

(2014/03/11 12:22)
to samo powiem do ciebie... przeszkadzaja ci inni ludzie kup sobie telewizor i nie bedzies miala chrupania... zamiast autobusem czy pociagiem jezdzij taksowka lub swoim autem a po ulicach chodz po 24.. wtedy nikogo nie spotkach... mysle ze to juz podchodzi pod jakas fobie.

(2014/03/11 12:24)
Kacperskyy, w jakim języku było to pytanie? Bo po polsku to raczej nie....
Wykształcenie tu akurat nie ma nic do rzeczy, można być chamidłem po studiach. Takim np. który jak to określiłeś "z laptopami i garniakami" zdejmuje buty i nogi w śmierdzących skarpetkach podkłada współpasażerowi pod nos. To zapewne jest przejaw kultury i wykształcenia?
Nie bywam na spędach w rodzaju dyskotek, więc nie wiem, czy obowiązującym tam modelem zachowania jest jednoczesne żarcie i picie. A spożywania posiłków w miejscach wydarzeń kulturalnych nie popieram w żadnych okolicznościach - wczoraj byłam na wernisażu i niestety, też musiałam uważać, jak chodzę, bo przewidzianego poczęstunku niektórzy nie umieli utrzymać na talerzykach....
Poza tym jest olbrzymia różnica pomiędzy piciem wody z butelki przy 30 stopniowym upale a żarciem w tymże upale (i w pełnym ludzi pociągu) hamburgera, z którego się sypie naokoło i który roztacza wonie smażeniny.
A co do spacerów po 24.00 - jak nam nasza kochana władza zapewni bezpieczeństwo na ulicach i nie będę się obawiała, ze znienacka dostanę (od kulturalnego i wykształconego człowieka) po mordzie, tudzież nie złamię sobie nogi w ciemności na nie naprawionym chodniku (bo kasa miejska poszła na oświetlenie ruin) - chętnie się na ów spacer wybiorę.

(2014/03/11 13:13)

widze ze chcac przebic moje argumenty wpadasz w skrajnosci.. wiadomo ze "zarcie" hamburgera gdzie sos cieknie ci po twarzy, cebula wypada na siedzenia itd nie jest w dobrym guscie niezaleznie od pomieszczenia publicznego w ktorym przebywasz. czy jedzenie jakis potraw mocno zapachowych to samo.

zanegowalas z pelna stanowczoscia jedzenie czipsow w kinie czy batonika, lub kanapki w pociagu i nie porownuj teraz tego do obrzerania sie smierdzacym kebabem z uflejtuszonym ryjem i balaganem dookola jakim dokonal konsument :) odroznijmy te dwie rzeczy. batonik, czipsy, kanapka popcorn czy inne neutralne przekaski, ze tak to nazwe, wg mnie nie sa niczym zlym w kinie, pociagu dyskotece, pracy itd... i nie mozna z tego powodu wyzywac ludzi od burakow

jedzenie w teatrze, na wernisazu - a i owszem to niezle faux pas.

(2014/03/11 14:02)
Kacperskyy, w jakim języku było to pytanie? Bo po polsku to raczej nie....

Żeś pojechała.
A sama używasz słów których w słowniku nie ma :)  http://sjp.pl/olfaktoryczny

Widzę że masz jakąś awersje do spożywania posiłków. Ciągle nazywasz to żarciem.
Zazdroszczę Ci że masz czas jeść tylko i wyłącznie w domu czy w restauracjach.
Większość ludzi dojeżdżając pociągiem do pracy optymalizuje swój czas jedząc śniadanie w pociągu. Mi to nie przeszkadza. Sam jadałem kanapki w pociągu dojeżdżając na uczelnie.

Kino odkąd pamiętam było połączone z przekąskami i jako takie je akceptuje.
Jest to forma na którą się godzę i tyle.
Jeżeli ktoś nie lubi tego to zawsze może obejrzeć sobie film w kinie domowym.
W kinie bardziej mnie irytują ludzie korzystający z telefonów komórkowych. Nie po to światła w kinie są wygaszone aby ekrany smartphonów tworzyły poświatę.

(2014/03/11 14:08)

Witam serdecznie,

Jestem spoza Sochaczewa ale dzieciństwo i młodość spędziłam w Sochaczewie (Sochaczewianka od urodzenia). Tu odwiedzam moją rodzinę. Do MOK w Chodakowie przywożę swoje dzieci na zajęcia, Boryszew odwiedzam ze względu na seniorów a do Centrum zaglądam na kabarety. Zazwyczaj nie pozwalam sobie na opinie ale tym razem (czuję, że jako osobę, która korzysta z usług MOK i mnie to dotyczy) postanowiłam wyrazić swoją opinię popartą informacjami - troszkę poszperałam, popytałam, sprawdziłam a dostępnych dokumentach. A oto ona (jeśli starczy wam sił) przeczytajcie:


Niestety z jedną wypowiedzą muszę się zgodzić - za komuny było "lepiej". Ustrój bowiem, by mieć społeczeństwo pod kontrolą, tworzył ogromne ośrodki kultury, które były chlubą społeczeństwa. Takim Ośrodkiem jest filia Chodaków. Budynek od podstaw zbudowany pod działalność kulturalną. Chodakowski MOK był nawet Mister Mazowsza. To były zupełnie inne czasy... ludzie, zamiast siedzieć na forach internetowych i marudzić przychodzili do domów kultury, po to by wspólnie spędzić czas: aktywnie uczestniczyli w koncertach, tworzyli teatr, i.t.p. Walka o renowację renowacje budynku w Chodakowie trwa, gdyż warunki są w nim fatalne (stare okna, przestarzała elektryka, nieodnowiona fasada, i.t.p.). sytuacja taka nie jest jednakże ani winą władz (systematycznie przekazują one dotację na Ośrodek) ani tych, którzy zarządzają finansami ośrodka (dotacja to kropla w morzu utrzymania 3 ośrodków). Władze starają się wspierać również poza dotacjami. Stąd są na większości imprez, wspierają finansowo zespoły, sponsorują nagrody w konkursach MOK-owskich. Dyrekcja (w mojej opinii bardziej jako administrator) ma do ogarnięcia administracyjnego 3 filie, przy czym Chodaków, jako najstarszy to już tradycja. To naprawdę ogrom pracy. Niestety, żyjemy w czasach, gdzie na kulturę po prostu brak pieniędzy. Systematycznie file te starają się pozyskać środki finansowe z zewnątrz (m.in. wnioski do MKIDN - wystarczy wpisać Sochaczew). A proszę mi uwierzyć nie jest to łatwe zadanie - sama zajmuję się tym wiele lat. Sochaczewskie MOK-i nie są wyjątkiem. Swoją drogą ciekawostka jest to, że w Centrum - tak małym ośrodku - zatrudnionych w biurze są aż 3 osoby (od pozyskiwania funduszy też), jeden Pan (chyba ochroniarz) oraz pani do sprzątania i 4 instruktorów. Dla porównania w MOK Chodaków całość ogarniana jest przez 2 osoby (sekretarkę i kierownika) od sprzątania po organizacji imprez kończąc, 1 panią od sprzątania (jest tylko do południa więc chyba 1/2 etatu) i 2 ochroniarzy dbających i pilnujących tak dużego obiektu. Podobna sytuacja istnieje też w Boryszewie. W sumie 2:4. Dodatkowo Panie z Chodakowa uczestniczą również w imprezach miejskich (informacje z gazet, internetu i zdjęcia). Podziwiam za siłę w pracy ponad godzinowej stosunek 2:4! Z drugiej strony może taki stan rzeczy podyktowany jest tym, iż centrum obejmuje też finanse wszystkich ośrodków?

Jeśli zaś chodzi o działalność ... Większość pracowników MOK nie jest zatrudniona na pełnym etacie - (łatwo sprawdzić, patrząc chociażby na plan zajęć lub dowiedzieć się u samego źródła w centrum). Jednakże, z pasją walczą o rozwój kultury i pracują nierzadko ponad wymiar swoich obowiązków. Niej jest tez prawdą, że Wystawy organizowane są raz na pół roku i to tylko dla władz. Wystawy odbywają się w Galerii  raz w miesiącu. Kto nie wierzy, niech zajrzy wernisaże. Od zeszłego roku, by zainteresować sztuką młodych adeptów sztuki otworzono na czas Wernisaży Galeryjną Kawiarenkę (SUPER!) Strzał w dziesiątkę. Dobrym tego dowodem jest wystawa Edwarda Warownego z 14 lutego (więcej informacji na stronie mok.sochaczew.pl). Podczas wernisażu – w którym tez brałam udział – wszystkie stoliczki były zajęte. Rozmową o sztuce nie było końca. Młodzi zamiast siedzieć na forach i wypisywać bzdury, śpiewali szlifując swoje umiejętności. Uwagę przykuła młoda para, która przyszła, by spędzić miło w kulturze czas. UWAGA! NIE BYŁO ŻADNYCH WŁADZ! A wszyscy świetnie się bawili. Warto przyjść, zobaczyć


Nikt też nie jest zamknięty w swoich pomieszczeniach, zarówno kadra merytoryczna jak i fizyczna uwielbia dzieci i z pełnym sercem wspiera ich artystyczne kroki i pomaga dorastać. ABSTRAKT jest niedowodzoną działalnością MOK filia Chodaków od ponad 20 lat. To za sprawą cudownej pani Celiny Osieckiej rozwija się nadal. Koszty? Większość Ośrodków Kultury w Polsce pobiera systematyczne opłaty, żeby się utrzymać (miesięcznie bądź na semestr). Tu zbierane są fundusze, to po to by dzieciom zorganizować wyjazdy, stroje, dodatkowych instruktorów, i.t.p. Taniec niestety nie jest tanim zajęciem, jeśli nie jest li i tylko zabawą.  Chyba każdy już zapomniał, jak w czasach komunizmu wszyscy zbierali się po to, żeby wspólnie uszyć stroje... Prywatną działalnością jest natomiast szkoła tańca DANCE ACADEMY p. Moniki Osieckiej-Jaworskiej (stara kawiarnia), co w naszym i innych miastach polski nie jest wyjątkiem. I znów wystarczy porównać inne ośrodki. Dodatkowa działalność"ponad-godzinową" instruktorów cieszy mnie ogromnie. Wzbogaca miejską ofertę kulturalna, na którą Ośrodki nie stać – też praktykowane w całym kraju. Dzięki temu dzieci mogą korzystać z szerokiej gamy zajęć artystycznych dostosowanych do ich zainteresowań i umiejętności. Jedynie, co można zarzucić, to to, że trenerka jest jednocześnie w JURY mistrzostw. Jednakże tak jest od wielu lat, a nie tylko od czasów istnienia młodej pani kierownik.


Co do Galerii i "siedzeń"... Tak, fotele stały.... pamiętam... a wiekowa jestem :-). Stare sprzed 45-lat, o które większość tych, którzy odwiedzają ośrodek niszczyło sukcesywnie. Rodzice, czekając na dzieci (m.in. pod sala ABSTRAKTU), siadali na podłogach. Ja też. Młoda Pani Kierownik znalazła sponsorów, którzy pomogli przygotować "kącik malucha" tuż przy starej kawiarni. To tu, dzieci mogą się pobawić, a dorośli usiąść przy stoliczku. Z przykrością muszę przyznać, że nikt poza pracownikami o niego nie dba. A szkoda. Został stworzony dla Nas. Popcorn ... To nie Mcdonald's! To Ośrodek Kultury. Na film z popcornem zapraszamy do centrum handlowego. Tu można obejrzeć film bez słuchania czyjegoś chrupania czy siorbania. Aczkolwiek zarówno właściciel kina, jak i pani kierownik przymykają oczy na łakomstwo maluchów, rozpieszczając ich tym samym. Takiego ciepłego stosunku nie maja do tych dorosłych, którzy dając „dobry” przykład dzieciom piją podczas seansów alkohole, niszczą krzesła i nawet po sobie nie posprzątają. Kłamstwem jest, że ktoś "wypowiedziałby" dzierżawcy umowę. Kino znajduje się w Ośrodku a nie Ośrodek w Kinie. Pani Kierownik jest dumna, że jest kino. Wiadomo, że nie zawsze udaje się pogodzić i kina, i działalności kulturalnej ośrodka jak w każdej firmie zdarzają się niezgodności. Spójrzcie na inne firmy. Czy ktoś problemy z pracy opisuje, wynosi na forum? Mi marzy się Kawiarnia. Tuż przy kinie, zaraz za kasa gdzie szatnia. Miło byłoby przed seansem przysiąść. Odpocząć. Latem można by otworzyć letni ogródek. Zaraz za mokiem a halą sportową jest taki piękny zielony teren. Byłoby to niezłą alternatywą dla popcornu. Ale nie w Galerii – tam są obrazy, które należą do artystów nie tylko sochaczewskich ale i spoza granic miasta. rozmawialiśmy o wspólnym otworzeniu kawiarni, gdzie jadłoby się poza sala kinową. Mam córkę, która wie, że w kinach się nie je. Na smakołyki chodzimy po seansie. Nie miałam problemu z wytłumaczeniem jej tego. Obie cieszymy się z tego, że przestrzegamy "wyższych" reguł. 


Łatwiej jest krytykować, niż przyjść i zobaczyć. Łatwiej się kłócić niż porozmawiać. Mnie – jeśli przeczytaliście do końca zaskakuje obraźliwy ton forumowiczów, którzy wydaje się są z jednej „opcji” a przecież krytyka ma dwie strony medalu. W skrócie są i ci, którym się podoba i tym, którym się nie-podoba. Forumowicze zazwyczaj piszą na ludzi. a nie „o ludziach”. Należy pamiętać, że publiczne obrażanie jest karalne.  Przedmiotem ochrony jest cześć wewnętrzna (podmiotowa), czyli godność. Chroniona jest godność każdej osoby fizycznej, bez względu na jej płeć, wiek, status społeczny czy pochodzenie. Pod pojęciem zniewagi należy rozumieć rozmaitego rodzaju zachowania, których wspólną cechą jest to, że wyrażają pogardę dla godności drugiego człowieka. Środki wyrazu, jakie zostały przez sprawcę do tego użyte, są obojętne. Znieważające zachowanie może zatem przybrać postać słowną (posłużenie się wulgarnym słownictwem, epitetami), być wyrażone przy pomocy rysunku (np. karykatura), symboli, znaków albo innego rodzaju środka przekazu (film, fotografia). Jak zauważył Sąd Najwyższy w postanowieniu z dnia 07.05.2008 r. (sygn. akt III KK 234/07), „przestępstwo zniewagi polega na użyciu słów obelżywych lub sformułowanie zarzutów obelżywych lub ośmieszających, postawionych w formie niezracjonalizowanej. O uznaniu określonych sformułowań za »znieważające« decydują w pierwszym rzędzie ogólnie przyjęte normy obyczajowe”.

Pochwalam Panią kierownik za to, że mia klasę i nie daje się sprowokować w tego typu dyskusje. Broni tym samym swojego Ośrodka. Też bym nie pisała, gdyby nie to, że postanowiłam jedyny raz dać swoją – jeżeli dobrze potraficie czytać – obiektywną opinię w odpowiedzi na formę bulwersujących wypowiedzi. A dziś, w wiosenne dni życzę Wam radości i spokoju ducha.

(2014/03/11 14:45)
Ale co ten wpis ma wspólnego z tematem głośnej muzyki zakłócającej pokaz filmu czy "żarcia" w kinie?

(2014/03/11 15:15)
Grzechu, rozbawiłeś mnie niezmiernie :-)))
Korzystasz tylko ze źródeł internetowych a za podstawowe źródło wiedzy uważasz może Wikipedię? To współczuję.
W restauracjach nie jadam, wolę sama ugotować coś dobrego. Na studia też dojeżdżałam i nie miałam wtedy zwyczaju jadać w pociągu - i nadal nie mam, choć czasu na wszystko coraz mniej. Rozkładanie się  w trakcie godzinnej podróży ze śniadaniem... cóż, mnie to przypomina czasy, kiedy każda podróż koleją stanowiła wydarzenie i zabierało się na nią prowiant w postaci jajek na twardo, kurczaka na zimno i butelek lemoniady.
Owszem, przytoczyłam skrajne przykłady - ale jedzenie gorącego, pachnącego (no, to akurat kwestia gustu) jedzenia w miejscu, gdzie ludzie przychodzą obejrzeć film. Podkreślam - OBEJRZEĆ FILM, nie poobściskiwać się w ciemnościach i nie pobawić się komórką (okropność) mnie osobiście przeszkadza. Nie mówię o piciu wody czy pogryzaniu batonika.
Co do oglądania filmów w kinie domowym - kilkakrotnie napisałam, że uważam to za najwłaściwsze rozwiązanie dla osoby, która od spożywania posiłków (skoro to "żarcie" Cię tak razi) nie może się powstrzymać na czas dwugodzinnego seansu - czy godzinnej podróży pociągiem.

(2014/03/11 15:40)
Korzystam ze wszelkich dostępnych źródeł i staram się nie nadużywać wydumanego słownictwa w luźnej dyskusji.

Ale widzę że łagodzisz już ton dyskusji bo już dopuszczasz w kinie napoje i batoniki.
Dorzućmy do tego popcorn i już mamy kompromis.
Zaletą popcornu sprzedawanego w kinach jest to że jest w dużym szerokim pojemniku. Przez co nie szeleści tak jak paczka chipsów.

No i nie porównujmy porannego jedzenia kanapki w pociągu do rozkładania wielodaniowego posiłku. To się raczej rzadko zdarza. Częściej już ktoś z resztką kebaba wpadnie do przedziału.

Aż się normalnie głodny zrobiłem.

(2014/03/11 16:49)