Liściowy paradoks

Widok złocistych jesiennych liści zwiastujących jesień jest zapewne czymś wyjątkowym. Kolorowe liście napawają pozytywna energią przed zbliżającą się zimą. Niestety nie dla każdego są powodem do radości.
Fruwające śmieci zalegające na ulicach, chodnikach, parkingach to zmora wielu właścicieli posesji, zwłaszcza gdy nie oni odpowiadają za ich obecność.
Teoretycznie za porządek w mieście odpowiedzialne są specjalne służby.
Jednak można uznać, że nie dotyczy to sprzątania strikte miasta.
Słuzby te zamiast zajmować się tym co konieczne, wybierają łatwiejszą prace ograniczając sie do sprzatania wyłącznie parków i co najważniejsze porządkiem marketowych parkingów.

Co zrobić jednak z uprzątniętymi liśćmi?

Będąc świadkiem sytuacji z ulicy Staszica dostrzegam paradoks.
Okazuje się, że choć wyręcza się kogoś w jego obowiązku nie można liści wyrzucić do kosza.
/sprżatający człowiek dostał naganę ot od tych co powinni to robic; zabawne, bo i tak tego nie zrobili/
Czy potrzebne sa zatem miejskie służby sprzątające skoro i tak trzeba samemu sprzątać, utylizować, a do tego jeszcze za to wnosić opłaty?