Słuchałem wystąpienia Andrzeja Dudy z zapartym tchem. Dosłownie. To było najwspanialsze, najlepiej wygłoszone, najbardziej porywające wystąpienie polityczne w Polsce, może od czasu innego, smutnej pamięci, przemówienia premiera Jana Olszewskiego w Sejmie, 4 czerwca 1992 roku.

Przemówienie Andrzeja Dudy jest jednak zapowiedzią optymistyczną. Przełamuje nasze lęki, dodaje nadziei. Pokazało kandydata nie tylko do udziału w II turze tych wyborów, ale do wielkiego zwycięstwa. Zwycięstwa, na które czekamy z takim utęsknieniem od 10 lat.

Prezydent Bronisław Komorowski, który chamskim żartem próbował w listopadzie ubiegłego roku zbyć pierwszą wiadomość o wysunięciu przez Prawo i Sprawiedliwość kandydatury Andrzeja Dudy („Duda, jaki Duda? Nie kojarzę specjalnie…”), już chyba nie będzie żartował.Ani wspierające go siły: te same, które 23 lata temu obaliły rząd Jana Olszewskiego.

My też musimy zmobilizować wszystkie nasze siły, żeby tej wielkiej szansy na odbudowę naszego państwa nie zmarnować. Musimy dopilnować, żeby wybory nie zostały sfałszowane. Teraz musimy namawiać, przekonywać nieprzekonanych, zachęcać, żeby przyjrzeli się naprawdę temu kandydatowi, a nie plotkom czy komentarzom sprzedajnych mediów na jego temat. Możemy już z dumą powtarzać: to jest NASZ KANDYDAT. Najlepszy prezydent, jakiego możemy mieć.