Pinkas Sochaczew - drugie Pokłosie?

/ 11 odpowiedzi
Przymierzam sie do zakupu książki Pinkas Sochaczew, ponieważ od dawna interesuje sie historią Żydów w naszym mieście, ale czytając ten artykuł zaczynam mieć wątpliwości:http://szostak.salon24.pl/475202,ksiega-przeklamania-i-nienawisci
Czy ktoś z Was miał okazję zapoznać się z książką. Będę wdzięczna za opinie.
autor przeczytał książkę w dwóch językach i zauważył opuszczenia i niedopowiedzenia,zawsze tak było kiedy ktoś pisał historię o sobie-ja cacy a oni bee! kat ubecki,żydówka Brystygierowa (krwawa Luna) mordowała i znęcała się po wojnie na polskich patriotach,napisała kiedyś że wojna oczyściła szeregi żydów z nieudaczników i śmieci,bogaci wykupili się u Hitlera,jest tekst który zalinkuję,można poszukać podobnych http://www.naszawitryna.pl/jedwabne_521.html
dopisek-i tak poprawni zdejmą ten temat z witryny jeszcze dzisiaj

(2013/01/04 07:03)
Świadek numer pięć
z Apolinarym Domitrzem rozmawiał Waldemar Piasecki


 

Przedstawiamy wierny zapis rozmowy z pochodzącym z Rostek koło Jedwabnego 72-letnim Apolinarym Domitrzem, obecnie mieszkańcem Greenpointu, polskiej enklawy Nowego Jorku. Poglądy rozmówcy na kwestię wydarzeń w Jedwabnem pozostawiamy bez komentarza. Apolinary Domitrz przebywa w USA od 1983 r. i jest obywatelem tego kraju. Mieszkają tu jego syn i córka wraz z rodzinami. Żona, Irena, pochodząca z odległej o 18 kilometrów od Jedwabnego Zbójnej, zmarła przed dwoma laty. Nasz rozmówca jest z zawodu krawcem. W Nowym Jorku pracował jako sprzątacz sklepów. Jest żarliwym katolikiem i aktywnym członkiem parafii Świętych Cyryla i Metodego na Greenpoincie.

Czy zechciałby się Pan przedstawić?

Domitrz Bolek. Syn Franciszka i Weroniki. Urodzony 14 lutego 1929 roku. W ciężką zimę...

W dokumentach ma Pan na imię Apolinary.

No tak... Ja się rodziłem w świętego Walentego. Powinni mi dać na chrzcie Walek. Ale był u nas taki Wiśniewski Apolinary, bogacz wielki i po nim dali imię. Wszyscy wołają jednak Bolek.

Pan pochodzi z Rostek. Ile to od Jedwabnego?

Kilometr będzie, może półtora. Tam rodzice mieli dwanaście morgów ziemi. Moja mama najpierw wyszła za Rakowskiego i mieli dzieci dwoje: Aleksandra i Pelagię. Z Domitrzem, drugim mężem, za którego poszła po śmierci Rakowskiego, było troje: Franciszek, Helena i ja najmłodszy.

Chodził Pan do szkoły?

Do Jedwabnego. Dwie klasy skończyłem. W domu u rejenta szkoła była.

Ilu ludzi mieszkało w Jedwabnem przed wojną?

O, na pewno więcej niż dwa tysiące. Z tego jakie sześćset Żydów. Mieli wszystko. Sklepy, warsztaty mieli. Na Łomżyńskiej ulicy, po lewej stronie, jak się z Łomży jedzie, bożnicę mieli. To dobre ludzie byli. Zgodnie żyli. Na kredyt dawali w sklepach. Dobroci ludzie...

Znał Pan wtedy osobiście jakiegoś Żyda?

Znałem, panie, Szmujła kowala. Miał kuźnię na rogu Przystrzelskiej i Cmentarnej, niedaleko od tej stodoły, co to teraz tyle krzyku po świecie robią. Brat u niego konie kuł, lemiesze klepał. Raz brat mnie zawołał po szkole, żebym przyszedł i pomagał drzewo piłować. To Szmujłowa zaraz nagotowała kapusty z gęsiną. Jedzenia, panie, było... Znało się też Żydów, co z nami chodziły do szkoły. Jak myśmy mieli modlitwę "Kiedy ranne wstają zorze", to oni na korytarz wychodzili, a potem wracali i razem w ławkach z nami siedzieli. Zgoda była. W sobotę Żydki nie chodziły do szkoły, my tak. My nawet w niedzielę szliśmy i stamtąd do kościoła... Jak szliśmy, to ze śpiewem "Jeszcze Polska nie zginęła". A kościół, panie, wielki był. Z daleka było widać. Nie wiem tylko teraz pod jakim wezwaniem. Dyrektor szkoły to był... zaraz, zaraz. Niech no sobie przypomnę... O, Skarżyński! Skarżyński. Zawsze z nami do kościoła maszerował. Żydki się tylko przyglądały. Myśmy się też im przyglądali, jak latali do bożnicy z poduszkami pod pachą.

Pamięta Pan jakieś konflikty polsko-żydowskie? Czas Wielkanocy ożywiał tu i tam "przypomnienie" o wydaniu Jezusa na śmierć przez Żydów.

Pod słowem, u nas nie było czegoś takiego. Nikt Żydom nie wypominał śmierci Chrystusa.

Jednym słowem - zgoda i przyjaźń?

Jakby pan zgadł. Gdzie tam komu było do awantur albo jakich pogromów.

Pamięta Pan wrzesień 1939 roku?

Dzieciak byłem, ale pamiętam. Najpierw weszły Niemce. Ale potem Ruskie i zaraz zaczęli swoje rządy zaprowadzać. Dużo ludzi wywozili. "Kułak" i "pomieszczik" - powiedzieli i zabierali na Sybir. Wtedy trochę młodych Żydów się do nich przyłączyło. Takie wyrostki po osiemnaście-dwadzieścia lat. Nosili czerwone opaski na prawej ręce, takie milicjanty czy co...

Prześladowali Polaków?

Tego bym nie powiedział. Chodzili po ulicy. Jak podatku się nie zapłaciło, to przyszli, kury wzięli albo gęsi. Ja bym powiedział, że oni raczej do interesów bardziej głowę mieli. Szmatów nazbierali, to potem talerzów przywieźli, organków, śledzi. Z Ruskimi kombinowali łatwiej niż Polacy.

Denuncjowali Polaków?

Tego nie mogę powiedzieć. Nie znam przypadku.

Czy można powiedzieć, że wejście Rosjan było dla Żydów jakimś wybawieniem?

Na pewno się ich mniej bali niż Niemców. Ale żeby wybawienie? Trochę tych młodych to się cieszyło. Większość cicho siedziała i czekała, co z tego ruskiego panowania wyniknie.

To panowanie zaczęło się od wystawienia pomnika Lenina?

To prawda. Odlali go z gipsu czy cementu i ustawili w parku przy ulicy Wizkiej naprzeciwko domu Kędziorka Kazimierza, co miał zlewnię mleka i był chrzestnym mojej siostry Heleny. Zresztą w Jedwabnem jedni mówili, że to Lenin, a drudzy, że Stalin. Kto ich tam odróżniał? Ja pamiętam, że miał wąsy. Z pomnika to się tylko te młode Żydy cieszyły, co przystały do Ruskich.

Co Pan wtedy robił? W tych, nazwijmy to, "ruskich czasach"?

Za Ruskiego, pamiętam, że poszedłem do terminu krawieckiego. Na krawca się uczyć do Mucharskiego Kazika. Trzeba było wieprzka sto pięćdziesiąt kilo wagi zarżnąć, żeby się zgodził mnie przyjąć. U niego się uczyłem. A potem u Boczkowskiego Janka, ale to już za Niemca. No i się w domu pomagało. Krowy pasło najczęściej.

Jak wyglądało ponowne przyjście Niemców w czerwcu 1941 roku?

Ruskie zwiewały w kierunku na Wiznę, że się kurzyło. Tam nie było jakiejś walki. Za parę godzin, jak Ruskie uciekły, a z nimi paru tych młodych żydowskich milicjantów, weszli Niemcy. Ludzie się cieszyli. Kwiaty im sypali. Witali. Kompot wynosili, żeby dać się napić. Radość, panie, była. A Niemce najpierw na motorach, potem samochody i czołgi na koniec. Wszystko na Wiznę szło.

Kto się tak cieszył z nadejścia Niemców?

Polacy! Przecież, że nie Żydzi.

Jak Pan myśli, dlaczego?

Ruskie na Sybir wywoziły. Jak im Niemce pogoniły kota, to wszyscy się cieszyli, że będzie koniec tych wywózek. Ludzie życzyli Niemcom, żeby jak najszybciej doszły do Moskwy. Radość, panie, była.

Z czym kojarzy się Panu ta "zmiana warty" w Jedwabnem?

Niemcy zajęli miejsce po Ruskich. Nad apteką był tych żandarmów posterunek. Nie wiem ilu, ale tak chyba z dziesięciu. Pamiętam, że zaraz się wzięły za ten pomnik Lenina. Zagnały Żydów i kazały im obalić Lenina na ziemię. Potem kazali podłożyć drągi i nieść go Żydom w kierunku Rynku. Nieśli "bidaka" aż na kirkut i tam go zakopali zdaje mi się. Tę rozbiórkę pomnika wszyscy pamiętali.

Pan to widział?

Ano tak... Stałem koło domu Mariaka z Jasiniakiem Stasiem, synem organisty i Szmulcem Heńkiem na Wizkiej ulicy. Ale jak tego Lenina ponieśli do Rynku, to myśmy już nie szli za nimi. Żandarmy wszystkiego pilnowały.

Pamięta Pan dzień, kiedy spalono stodołę?

Jakże nie pamiętać?! Zboże białe już było. Dostajało na słońcu. To było czwartego albo dziesiątego lipca. Paśliśmy krowy na łąkach między Rostkami a Jedwabnem. Jakie pół kilometra od stodoły Śleszyńskiego Bronka. Ze mną był Janek Rakowski, syn chrzestnego, i Zenek Ryszkiewicz. Oba już nie żyją. Jeden w Wałbrzychu, drugi w Bytomiu zmarł. Jak ta stodoła się zapaliła, było ciepło. Buchnęło w górę. To myśmy zaraz pobiegli do Jedwabnego. Przez Rynek lecieli my. Cicho było, pozamykane wszystko, nikogo na ulicy. A stodoła się pali. To my na Cmentarną. Koło kościoła i Przystrzelska. Skręt w Cmentarną. I tak stanęli my jakieś dwieście pięćdziesiąt metrów od tej stodoły. Paliło się strasznie. Jak drzazgi trzaskało. Była z desek, kryta słomą. Wszystko nagrzane. Wybuch się zrobił i poszedł żółty dym taki. A Niemce się odsunęli od tego żaru.

A inni?

Jacy inni? Panie, tam nie było żadnych Polaków. Same Niemce. Żadnego Polaka myśmy tam nie widzieli. Ilu było tych żandarmów? Najechało się ich, panie, pełno. Ze dwudziestu albo trzydziestu. Ja tam ich nie liczyłem, ale dużo ich było. Najechało ich się pewnie z Łomży, i z Wizny, i z Przytuł. No i te z Jedwabnego.

Która to była godzina?

Czwarta po obiedzie.

Czy widział Pan, jak Niemcy pędzili Żydów do stodoły?

Nie. Myśmy tego nie widzieli.

Jak długo obserwowaliście pożar?

Dwadzieścia, może dwadzieścia pięć minut.

Byli tam inni Polacy?

Nie. Tylko my. Tam nie było więcej Polaków.

Co było potem?

Uciekliśmy. Polecieliśmy po krowy i do domu. Przybiegłem i mówię do mamy: "Mamo, mamo, jak tam się ludzie palili. Żydzi się palili w stodole". A mama zaczęła płakać, bo była wierząca...

Skąd Pan wiedział, że tam się palili Żydzi?

Mój Boże, jak oni to wszystko zgonili, to z opowieści, ze wszystkiego, mój Boże...

Ale Pan żadnych Żydów na oczy nie widział?

Nie.

Czy Niemcy byli uzbrojeni?

Karabiny mieli.

Czy strzelali do wnętrza stodoły?

Nie.

A jak tam się dostali? Samochodami?

A oni te... bryczki mieli. Tych bryczków my nie widzieli, bo oni zostawili za apteką...

Czy Niemcy robili jakieś fotografie?

Nie. Nic takiego nie było.

Czy widział Pan kogoś uciekającego ze stodoły?

Nie, takich tam nie było.

Czy może słyszał Pan jakieś odgłosy z wnętrza stodoły: krzyk, płacz, wzywania pomocy, jęki?

Nie, nie słyszałem.

Jak Pan myśli, dlaczego na miejscu z Polaków byliście tylko wy trzej?

Ja tam nie wiem. Ludzie pewnie się bali, żeby ich to samo nie spotkało.

Co było na drugi dzień?

Na drugi dzień byli tylko żandarmi z Jedwabnego. Polaków zebrali. Rów wykopać kazali i to wszystko do tego rowu kazali zasypać?

Co?

Te ciała spalone, prochy, kości...

Czy Polacy jakoś komentowali to, co się stało dzień wcześniej?

Panie, ludzie wystraszone były. Nic nie gadali, bo się bali, żeby im tego samego Niemce nie zrobiły... Ale biedaków żałowali. Mieli serce przecież...

Co się mówiło o mordzie w Jedwabnem? Przecież tych Żydów ktoś musiał wygnać z domów, pędzić do stodoły, zaganiać do niej. Trudno uwierzyć, że tego nikt nie dostrzegł.

No to, te miejscowi widzieli, jak tych Żydów gnali... Oknami patrzyli. Jak my tak na bosaka gnali, to my nikogo nie widzieli, bo wszystko było pozamykane. Ale oknami ludzie widzieli.

Czy o mordzie w stodole mówiło się coś po wojnie?

Wszystko zacichło. Zresztą w 1947 roku wyjechałem do Zbójnej za żoną.

Czy słyszał Pan o aresztowaniach mieszkańców Jedwabnego i procesie z 1949 roku, w którym zostali skazani za udział w paleniu Żydów w stodole?

Nie słyszałem, żeby kogoś z Jedwabnego sądzili. Tam nie było żadnych sądów. Ja nic nie wiem, nie będę brał na sumienie.

Słyszał Pan nazwisko: Karol Bardoń?

Nie, nie znam.

Skazano go na karę śmierci. A nazwiska braci Laudańskich?

Nie...

Dostali 15 i 12 lat. Bolesław Ramotowski?

Coś sobie przypominam, ale nie za bardzo.

Też 12 lat. Władysław Miciura?

Tego znałem.

Również 12 lat. Stanisław Zejer?

Znałem. Mieszkał, jak się na Przytuły jechało. Dom z czerwonej cegły mieli.

Dostał 10 lat. Czesław Lipiński?

Nie znam.

Też 10 lat. Władysław Dąbrowski?

Na Nowej Wsi mieszkał.

Osiem lat. Feliks Tarnacki?

Też mi się coś przypomina...

Osiem lat. Roman Górski?

Znałem.

Też osiem. Antoni Niebrzydowski?

Też mi się przypomina.

Także tyle samo. Józef Żyluk?

Pamiętam go.

Skazany na osiem lat. Ogółem oskarżono 22 osoby. Czy Pana zdaniem to była jakaś pomyłka?

Na pewno. Tam Polaków nie było. To robota Niemców była.

Uratowani z rzezi Żydzi twierdzą, że Polacy brali w niej udział, jako wykonawcy. Dlaczego tak mówią, skoro Polaków tam nie było?

Tego to ja nie wiem. W Jedwabnem żadnych problemów z Żydami nie było. Dobrzy ludzie byli. Zgodnie żyli. Co by im mieli Polacy robić krzywdę? To wszystko wymysły, panie...

W niemieckich dokumentach wojskowych z tamtego czasu jest raport, w którym mówi się, że w "Jedwabnem Polacy "załatwili" stodołę z Żydami". Dlaczego tak mówią, skoro Polaków tam nie było?

Niemce kłamały. Oni zwalają na Polaków, żeby odszkodowań teraz nie płacić. A kto obozy zakładał, Oświęcim, Majdanek? Polacy? Jak im, panie, wierzyć? Kłamce i już!

Czy słyszał Pan o uratowaniu w Janczewie, niedaleko Jedwabnego, siedmiu Żydów przez rodzinę Wyrzykowskich? Też mieli pójść do stodoły.

Że w Janczewie, to słyszałem, ale nie wiem, kto ich chował. To jak ich tam uratowali od spalenia, to jak one mogą mówić, że Polacy złe ludzie? Od Niemca ich Polacy wybawili... Oni mówią, że Polacy od Polaków. To nieprawda. Jak mi Bóg miły!

Czytał Pan książkę "Sąsiedzi" Jana Tomasza Grossa?

To nieprawda. Nieprawda... Jedno kłamstwo, panie. Jak on to mógł nazmyślać? Jak my to z kolegą czytali, to nie mogli się nadziwić, jak można tak nakłamać.

Prezydent Aleksander Kwaśniewski i prymas Józef Glemp nie kwestionują winy Polaków. To, co ich różni, to forma wyrażania skruchy czy przeproszenia. Kwaśniewski zamierza przeprosić 10 lipca w Jedwabnem, Glemp modlić się za zamordowanych w synagodze wraz z rabinem Schudrichem. Co Pan na to?

A co, ten Kwaśniewski tam był, czy co? Ja tam byłem i widziałem, a nie on. Jego na świecie nawet nie było. Niech się on tak nie mądrzy teraz... A Glemp widział? Nic nie widział! To niech on się za nas nie modli u Żyda.

Żydów od długiego czasu spotyka wiele nieprzyjemności, plag, tragedii. Czy to możliwe, że to wciąż kara za wydanie na śmierć Jezusa?

Ja to, panie, samo powiedziałem do mego bossa w Nowym Jorku. Żyd z Łodzi. Bogacz, miliarder. Sklepy ma, magazyny. Sprzątałem u niego. No i raz mu mówię o zabiciu Jezusa. A on mi na to odpowiada: "To nie my. To nasze przodki zrobiły". Tak mi odpowiedział. Jaki mądry, co?

Jest Pan piątym świadkiem wydarzeń w Jedwabnem, który się ujawnił. Zamierza Pan to wszystko opowiedzieć prokuratorom z Instytutu Pamięci Narodowej?

Jak na spowiedzi. Tu już nawet byli u mnie tacy, co to wszystko spisywali. Prawda, panie, jest najważniejsza. Ludzie ją muszą znać. Nie ma rady. Przed Bogiem nic się nie skryje.

Rozmawiał Waldemar Piasecki Wypowiedzi Apolinarego Domitrza publikujemy w oryginalnej formie, bez redakcyjnej "obróbki". Ich autentyczność Apolinary Domitrz potwierdził przed notariuszem publicznym 12.04.2001 roku w Nowym Jorku.

z Apolinarym Domitrzem rozmawiał Waldemar Piasecki, Zycie Warszawy, 2001-04-22

powrot

(2013/01/04 07:13)
Co za ludzie ??? Ktoś pyta o opinie na temat książki a Ty o Jedwabnem i jakiejś "krwawej Lunie". Masz problemy z Żydami? Jak czytałeś Pinkas Sochaczew to się odnieś do książki, bo o to ktoś pyta.

(2013/01/04 12:22)
Edziu,chłopie drogi-czytałeś link który podała -kasiasma-nie ? to przeczytaj dowiesz się co żydzi piszą o sobie w swoich książkach a co w wersji dla Polaków-a co ma do tego Brystygierowa? i co ma do tego Jedwabne-ano to drogi Edziu że co nastanie nowy prezydent,premier to zaraz przeprasza za Jedwabne-światła ,kamery i przepraszamy!!,jak zaczęli kwik o Jedwabnem podawali 3000 zabitych,jak zaczęli rozkopywać okazało się że liczba zabitych(zamordowanych) przez Niemców żydów nie przekracza kilkudziesięciu,wtedy wkroczyli Rabini i zadecydowali że ekshumacja jest niezgodna z żydowskim prawem,jesteś żydem-opluwaj mnie i psiocz,a jak nie jesteś to nie bądź taki Pan Edziu Dobry Dla Wszystkich!bo już są Polskie obozy śmierci,już nie Niemcy ale naziści,a w Polsce też nazistów można znaleźć,i ty Edziu będziesz zdychał z głodu bo trzeba będzie Obywatelom Izraela zwrócić miliardy chociaż zabici-zamordowani żydzi mieszkajacy w Polsce to byli obywatele Polscy!  mać!  Izrael powstał dopiero w 1948 roku-CO ZA EDEK! MASZ PROBLEM Z ŻYDAMI?i zgodnie z ich religijnym prawem tam gdzie żyd pochowany tam jest ziemia Izraelitów-rozejrzyj się czy domu na jakimś zapomniany kierkucie nie postawiłeś-bez odbioru

(2013/01/04 20:38)
No niestety nie czytam tego co wypisuje Pan Szostak, bo chyba nie warto. Czytałem natomiast Pinkas Sochaczew i Tobie też radzę. Może wtedy będziesz miał coś konstruktywnego do powiedzenia na temat, a nie wylewał swoje żale. Zachęcam więc do lektury, jest dostępna na stronie www.nadbzura.pl

(2013/01/05 10:45)
do edek2-dlaczego dla Ciebie miarodajnym i jedynie słusznym źródłem jest Pinkas,a nie np. zdanie Pana Szostaka albo wywiad z Apolinarym Domitrzem który zamieściłem wyżej? trzeba potrawy spróbować z kilku źródeł aby ocenić która lepsza,nie jestem rasistą,antysemitą ale jak mi afropolak pluje w twarz bo jestem biały muszę ciągle przekazywać mu znak pokoju?,z radością witasz sąsiada który obszczywa Twoje ogrodzenie i wrzuca Tobie śmieci na ogródek? tolerancja ma swoje granice nie wiem czy się zamieści link ale skopiuj i wklej http://www.youtube.com/watch?v=UqR4bQnCDP8      http://www.youtube.com/watch?v=mGw8mKIZaKg

(2013/01/05 11:07)
Odnieś się wreszcie do książki, o której jest tu mowa zamiast wklejać kolejne linki które świadczą  że masz jednak jakiś problem z Żydami.

(2013/01/05 12:05)
ja mam cię przekonać że na podstawie tej jednej książki trudno wyrobić sobie zdanie o ludziach którzy z holokaustu zrobili przedsiębiorstwo,teraz sami mordują grabią i wysiedlają i jeszcze każą się przepraszać?a książki nie kupiłem i nie zamierzam i skończmy tę dyskusję bo do niczego nie prowadzi,ja też namolnie jak ty będę polecał Ci książkę Żyda,Normana Finkelsteina "przedsiębiorstwo Holokaust",tylko nie rycz jak stara baba-NIE O TYM ROZMAWIAMY!! NIE O KRWAWEJ LUNIE,NIE O JEDWABNEM,NIE O PRZEDSIĘBIORSTWIE HOLOKAUST!!PRZECZYTAJ PINKAS SOCHACZEW!!! arcydzieło,mać!

(2013/01/05 12:21)
Ja Ci niczego namolnie nie polecam, chcę tylko żebyś przeczytał coś zanim się o tym wypowiesz. Namolny to Ty jesteś z tymi linkami. Więc jak nie masz zamiaru wypowiadać się na temat to skończ.

(2013/01/05 12:40)
 Jeżeli chcesz mieć rzetelną opinię na temat książki to po prostu ją przeczytaj. Oczekiwanie, że ktoś na tym forum odpowie merytorycznie jest naiwnością- chyba że chodziło o wbicie kija w mrowisko.  Sprawa Jedwabnego i stosunków polsko- żydowskich w czasie przed i podczas wojny dzieli nas podobnie jak katastrofa smoleńska. Przytoczony przez Robroy'a "dowód" na niewinność Polaków w Jedwabnem w formie zeznania Bolka Domitrza jest w istocie antydowodem. Człowiek, który był pół kilometra dalej nic nie widział a jak przybiegł to już nikogo nie było. Z odległości 250m zobaczył już tylko Niemców i dogasający pożar. Niektórzy z nas nie są w stanie zmierzyć się z trudnymi i wstydliwymi faktami więc tworzą alternatywne teorie jak przemysł holokaustu czy zamach w Smoleńsku. I trwają w zacietrzewieniu. 

(2013/01/05 18:38)
Apolinary był chłopakiem młodym,poza tym zeznał że Niemcy zgonili na drugi dzień  Polaków i kazali im zakopywać spalone szczątki ze stodoły,każdy ma swoje dowody- a zacietrzewienie? to się zdarza,zastanowiło mnie to co napisałaś -dolicha-
Niektórzy z nas nie są w stanie zmierzyć się z trudnymi i wstydliwymi faktami więc tworzą alternatywne teorie jak przemysł holokaustu czy zamach w Smoleńsku.
przemysł-a raczej Przedsiębiorstwo Holokaust -(polecam,do ściągnięcia w pdf w necie) nie jest alternatywną teorią,cieszy mnie że uznajesz za alternatywną teorię zamach w Smoleńsku

(2013/01/05 20:07)