powiedźcie moi mili...

/ 36 odpowiedzi

 Dlatego też dopytuje Was kochani jak sobie z tym radzicie, co niektórzy podejrzewam mają spore doświadczenie życiowe i wiadomo różne chwile się przytrafiają.

Czasem chciałabym by ktoś za rękę dalej poprowadziłby mnie przez życie heh...


 

Różnie bywało , życie jak sinusoida, raz w górę raz w dół, raz hossa , raz bessa..

jak sobie radzić?

1)  terapia psychologiczna, leczenie farmakologiczne ,

2) czytałem, czytałem ,czytałem- szukając odpowiedzi i rozwiązań,

3)  rozmowa ,

4) wyładowania złości (oczywiście bez szkody dla osób postronnych :)

5) izolacja , samotność ..szukanie siebie, medytacje

to wszystko po to by pokochać swoje życie - wreszcie mi się to udało :)

 

Życzę powodzenia

(2011/05/26 17:06)
Różne rady a bardzo dziwi mnie, że nie ma żadnego odwołania do Boga. Przecież to on inna prowadzi nas za rękę. Jak moich znajomych ogarnia smutek zadaję jedno proste pytanie, kiedy ostatnio byłeś/aś u spowiedzi. Zwykle okazuje się, że tu tkwi problem. Eucharystia jest najlepszym lekarstwem i oddanie swoich problemów w ręce Boga. 

(2011/05/26 17:58)

Halinko, nie ma w tym nic dziwnego, nikt nie wie czy inna jest wierząca i praktykująca, a chodzi tu tylko o jej spokój, a nie spokój jej ducha...

Inna, nikt Cię za rękę przez życie prowadzić nie będzie chyba że mąż...ale wtedy będziecie kroczyć przez to życie razem. Odpowiedzialnie wspólnie, jako rodzina pokonacie trudy tego życia...wtedy jest łatwiej.

Pozdrawiam Karol

(2011/05/26 19:15)
Masz racje Karol... jesli chodzi o wiare nie bierzcie tego absolutnie do siebie i prosze też nie oceniajcie mnie pod tym kątem. Moja wiara osłabła może to przykre, że człowiek przestaje wierzyć kiedy widzi, że ta wiara nie wiele daje... bardzo się modliłam, prosiłam, wierzyłam, pragnęłam by było dobrze... nie było. Wierze jeszcze tylko dlatego by kiedyś kiedy przyjdzie czas powiedzieć sobie w duszy, że Oni są w niebie bo zasługują na to... czego ja o sobie zapewne nie powiem...

Właśnie wiara... kiedyś ktoś mi powiedział taką mądrą chyba rzecz którą usłyszała właśnie od księdza, że człowiek dostaje taki krzyż na swoje barki jaki jest w stanie udźwignąć, tylko tak myśle gdzie są tego granice... dziś jest dzień matki kolejny dzień w którym nie umiem sobie poradzić ze smutkiem. Wiem, że to nie dział "wyżal się i czekaj na współczucie" ale cholera czemu to wszystko jest takie trudne... czy naprawdę krzyż niektórych <bo wiem, że nie tylko ja mam problemy> musi być tak ciężki?

(2011/05/26 21:09)

Inna coś mi się wydaje, że wiem z czym się borykasz...a prznajmniej się domyślam.

Mam na to bardzo prosty sposób idź załatw sprawę <tet a tet> prosto w oczy i wal śmiało wtedy nie będziesz się zadręczać i dowiesz się czego można się dalej spodziewać.

Jeśli się dowiesz, wtedy masz prawo do własnych decyzji i własnego życia... żyj swoim życiem i nie patrz na opinię innych. Czy trafiłem??? Przestań się obwiniać i zadręczać, oto chodzi???

Pozdrawiam Karol

(2011/05/26 21:29)
Karol problem w tym, że wiem jak jest i raczej jak będzie... co dalej za tym idzie nie mam sumienia "żyć własnym życiem" to wszystko jest bardzo skomplikowane przynajmniej już dla mnie... natomiast oczywiście nie będę już tak publicznie mówić jakie to mnie problemy dręczą heh... dręczą i zadręczą. Ale cisza spokój kwiat lotosu i żyje się dalej... chyba...


swoją drogą chciałabym porozmawiać z kimś dorosłym <nie nie jestem dzieckiem chodzi o doświadczenie w życiu> bo tak myśle co by zrobił ktoś na moim miejscu... ale może to inna historia... Bo sama nie wiem co robie źle, że jest jak jest

(2011/05/26 21:46)

Inna, zyj swoim życiem...joga pomaga...ja często słucham ulubionej muzyki...jak wiesz czym zakończy się rozmowa to sobie ją daruj i rób swoje... nie patrz na innych...napewno łatwiej komuś z boku doradzać niż widzieć własne problemy ale wierzę, że dasz radę...myśl pozytywnie i już się nie zadręczaj...

Pozdrawiam Karol

(2011/05/26 22:40)
Jesli ktoś będzie mówił ze Cie rozumie , wie co przezywasz co Cie dręczy itp to nie wierz w to. Dopóki nie spotka go to co ciebie moze tylko próbować Cie zrozumieć!!! Móglbym powiedzieć "Ja" i inni co z robilbym na twoim miejscu ale obawiam sie ze bardziej bysmy na mieszali w twojej głowie. Nie znaczy to zę rozmowa nie pomaga w ręcz przeciwnie!!! Ps Co do wiary w Boga hmmm  tu sie gubie sam , choć wierze i jestem katolikiem!!!

(2011/05/26 22:49)
Inna jesli będziesz chciała porozmawiać, odezwij się na priv-a. Ja przeszłam w życiu swoje, hmm może nawet dalej przechodzę. Nie poddaję się nie załamuję. A jak to kiedyś powiedziała do mnie bardzo młoda dziewczyna z którą jakiś czas pracowałam "dla kogo warto żyć, dla rodziców? przecież kiedyś odejdą, dla chłopaka/męża? przecież też zdarza się że odchodzą -jej stwierdzenie było proste -tylko dla Boga warto żyć. My dorośli często sobie sami komplikujemy to życie... stawiając wysokie wymagania sami sobie. 

(2011/05/27 07:05)
Halinko dziekuje, natomiast Szakul chyba masz rację, że ciężko jest komuś pisać czy mówić, że rozumie jesli tego nie przeżył. Myśle skąd szukać pokładów optymizmu by jakoś przebrnąć następne dnie heh... bardzo mi pomogliście. Wydawało mi się, że ludzie raczej są obojetni na smutki drugiej osoby, bo problemów w życiu nie brakuje... dziękuję :)

(2011/05/27 18:17)

INNA ,

co u Ciebie? masz pozytywne nastawienie?

 

(2011/06/28 10:29)